Mówią Rodzice

Kontrowersje wokół podagogiki waldorfskiej

Magda Erenz (Mama Tymona z klasy II i Kajtka z klasy zerowej)

Zdarza się, że – przeglądając strony internetowe – natrafiamy na różne opinie dotyczące pedagogiki waldorfskiej. Także bezpośrednio dotykające naszej szkoły. Opinie nierzadko krzywdzące i powielające stereotypowy dyskurs krytyczny towarzyszący pedagogice steinerowskiej.

Staramy się wszystkie osoby zainteresowane tematem dokładnie informować o metodach stosowanych w naszej szkole i zasadach w niej obowiązujących. Odsyłamy na specjalistyczne portale poszerzające wiedzę o antropozofii, z której pedagogika waldorfska wyrosła. Pełnej informacji służy również ta i wiele podobnych stron internetowych pozostałych szkół waldorfskich w Polsce i na świece. Polecamy literaturę specjalistyczną, organizujemy wykłady, zapraszamy gości – między innymi nauczycieli waldorfskich z Polski i Niemiec. Chcemy, aby decyzja o wyborze naszej szkoły nie była decyzją przypadkową, ale świadomą, wypływającą z Waszych potrzeb i oczekiwań, a także ze zdobytej wiedzy.

Dlaczego chciałam szkoły waldorfskiej?
Asia Jerszyńska-Kowal (Mama Kajtka z klasy III i Franka z klasy I)

Na początku byli moi trzej synowie. To oni prowadzili mnie prosto w objęcia pedagogiki waldorfskiej.
Pierwsze lata swojej edukacji dwaj starsi spędzili w prywatnym przedszkolu, które reklamowało się jako przyjazne dla dzieci i oferujące kontakt ze sztuką. Hm…, to mi się podobało. Moim dzieciom nie. Chciałam mieć otwarte, ciekawe świata i wrażliwe artystycznie dzieci. One jednak były przemęczone i nie chciały rysować, nie chciały malować, nie chciały śpiewać, nie chciały występować w rozdmuchanych przedstawieniach teatralnych (w prawdziwym teatrze, ze specjalnie szytymi kostiumami, specjalnie komponowaną muzyką, biletami i całym tym sztafażem). Wszystkiego było za dużo, wszystko na miarę dorosłych. W przedszkolu nie było czasu na odpoczynek dzieci, bo tyle było do zrobienia… Panie poprawiały rysunki dzieci, żeby „rodzicom bardziej się podobało” (sic!).